Zacznę może od dnia wczorajszego gdyż wczoraj nie miałem czasu by coś napisać :D Jak zapewne czytelnicy bloga wiedzą udałem się z razem z innymi opojami z klasy oraz innymi przygłupami na mecz.
W tramwaju była istna demolka - w sumie nie wiem czy się śmiać czy płakać xd Oprócz klasowej paki był też z nami niejaki "Kudłaty" który starał się zabłyszczeć ale nie udało mu się to zbytnio. Gdybym miał przyrównać jakiś przykład to zabłysnął jak " chrząstka w kabanosie ". Może nie wyszło bo nie było z nim Scooby Doo. Nie wiem , nie wnikam. Mecz był fajny , opisze go może wywiadem który został ze mną przeprowadzony.
R: Witam. Jak było na meczu ?
Ja: Spoko tylko troche zimno
R: Kto wygrał ?
Ja: Drużyna
R: Jaki był wynik ?
Ja: Wysoki
R: A kto strzelił gole ?
Ja: Zawodnicy
Po tym wyczerpującym i szczegółowym opisie meczu przejdę do dnia dzisiejszego
Od początku była lekka padaka , choć stawiło się więcej osób niż przypuszczałem.
Pierwsza część dnia minęła głównie na rozmyślaniach o finansach , a konkretnie ile jeszcze osób musi wpłacić żebym mógł wyjechać na Madagaskar. Z planów nic jednak nie wyszło. Lekcje przeleciały fastem , na polskim za wypracowanie na które poświęciłem 360 machów długopisa ( 1 mach długopisa = 5 sek.) dostałem 5- więc zajebiście. Najlepsze przeżycie i tak były na historii. Dowiedziałem się o nowej dynastii wywodzącej się ze szwedzkiej kuchni ( nie Ikea ! ) czyli Garnków. W sumie określa się ich też synonimami jak np. Wazonów czy Talerzów.
Na koniec może wspomnę o mojej sałatce z ogórków i papryki która niechcący dostała się do neta. Proszę spożywać ją na własną odpowiedzialność gdyż potrawa ta jest przeznaczona wyłącznie dla ludzi o znacznym IQ( a nie znam takich zbyt wiele)
Pozdro dla wszystkich którzy chcieli być pozdrowieni bo nie pamiętam kto chciał dokładnie (zapewne tłumy).
A i pamiętajcie motto na dziś : Od coli czaszka boli :D ( wiem że zmodyfikowane dla potrzeb posta ale cieszcie się że nie genetycznie mutanty jedne )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz